Posted by: Lidia on: 11 grudzień 2009
Gdy się w mych myśli pogrążam otchłani
Widzę jak wszyscy żałośni kapłani
Szerząc (nie)święte (pół)prawdy swej wiary
Z ludzi chcą zrobić bezbronne ofiary
wtedy mam pewność, że z bezdennej czerni
VEXILLA REGIS PRODEUNT INFERNIGdzieś dwa narody w walkach niekończących
Wciąż się mordują z przyczyn wkurwiających
Jedni się drugim pokazać starają
Jak swoją wiarę głęboko wyznają
Jednakże wcale nie są bogu wierni
VEXILLA REGIS PRODEUNT INFERNI
- William Blake
Wypisałam się na ten tydzień ze świata, ukryłam za ścianą mgły, zaszyłam w małym mieszkaniu, z którego okien widać szaroburorude łąki. Spałam do południa. Słuchałam muzyki. Głaskałam Kotę. Zgubiłam ironię. Milczałam. Myślałam.
(Ale tak tylko do popołudnia, bo tak to już jest, że jak się mieszka z drugim Człowiekiem, to ten Człowiek, choćby nie wiadomo jak bardzo był kochany, mimo wszystko wytrąca z własnych myśli i rozprasza, a na dodatek jeszcze pochorowała się Kota i Kotę tę trzeba było wozić do weterynarza.)
I czytałam.
(A to już całe dnie.)
W moje ręce wpadło Prowadź swój pług przez kości umarłych Olgi Tokarczuk i świetnie wpisało w chorobowy-rozmyślony nastrój, w grudniową porę, w mój wegetarianizm, w przebudzoną ostatnimi czasy tęsknotę za filozofią i w decyzję o apostazji też.
Jestem zachwycona tą książką. Tym, że Tokarczuk nie opisuje świata, nawet do tego nie aspiruje, nie skupia się też na opowiedzeniu jakiejś konkretnej historii; po prostu pokazuje nam rzeczywistość, widzianą oczami Janiny Duszejko, nawiedzonej starszej pani (tak o niej mówią inni, ja chętniej nazwałabym ją współczesną czarownicą, tak bardzo odstaje od reszty), a sama historia, która się wydarza, wydaje się być do tego jedynie pretekstem.
Sposób postrzegania Duszejko w niektórych punktach jest mi przyjemnie bliski, w innych – kosmicznie odległy (astrologia?!), ale przyjaźnie – i do bohaterki, i do autorki, i do książki – nastawia mnie założenie, które zdaje się podzielać bohaterka i które przebija przez książkę, a w które głęboko wierzę ja sama: każdy człowiek inaczej świat postrzega, co nie znaczy, że każdy z nich nie może mieć racji. A zresztą, co tu ma do rzeczy racja?
I jeszcze, jeszcze jeden zachwyt. Prowadź swój pług przez kości umarłych to kryminał, ale taki kryminał, że wygląda na to, iż są trzy możliwe rozwiązania sprawy i każdy, zarówno książkowa postać, jak i czytelnik, może sobie wybrać, które jemu osobiście najbardziej odpowiada. Jeszcze nie skończyłam czytać, ale mam nadzieję, że Tokarczuk pociągnie to do końca – nie wyjaśni wszystkiego. W końcu nazwanie książki cytatem z Blake’a zobowiązuje.
Już wyzdrowiałam, niestety. Trzeba mi wrócić do świata. Doczytać książkę, odzyskać ironię, wrócić do pracy, tryskać pomysłami, załatwić urlop, dopieścić portfolio, wysłać cefałki. Grać w te gry, które ustanowił świat. Już jestem dorosła, już się nie wymigam.
Pojechać na Święta do rodziców i cierpliwie tłumaczyć, że nie, dziękuję, nie będę jeść mięsa i ryb też nie, chociaż one postne.
- Czemu płacze? (…)
- Moje Suki zginęły. (…)
- Rozumiem ten ból – powiedział po chwili. – Ale to przecież tylko zwierzęta.
- Były moimi jedynymi bliskimi. Rodziną. Córkami.
- Proszę, niech nie bluźni – żachnął się. – Nie może mówić o psach, że były jej córkami. Niech nie płacze więcej. Lepiej się pomodlić, to przynosi ulgę w cierpieniu.
Pociągnęłam go za ten piękny czysty rękaw do okna i pokazałam mu cmentarzyk. Stały tam teraz smutno nagrobki przysypane śniegiem; na jednym z nich palił się mały lampion,
- Już się pogodziłam z tym, że nie żyją. Najprawdopodobniej zastrzelili je myśliwi, wie ksiądz?
Nic nie powiedział.
- Chciałabym móc je przynajmniej pochować. Jak mam przeżyć żałobę, nawet nie wiedząc, jak zginęły i gdzie są ich ciała?
Ksiądz poruszył się niespokojnie.
- Nie wolno traktować zwierząt jak ludzi. To grzech, to ludzka pycha – takie cmentarze. Bóg dał miejsce zwierzętom niżej, w służbie człowieka.
- Olga Tokarczuk, Prowadź swój pług przez kości umarłych
A w ramach podtrzymywania owej chwilowo odzyskanej normalności zajmę się apostazją. Bo przecież nie jest tak, że zwierzęta są w służbie człowieka.
Posted by: Lidia on: 9 grudzień 2009
O piętnastej jest już ciemno; zasłaniam okna, zapalam światło.
Zimną herbatę zastępuję upsarinem c (dwie tabletki dziennie codziennie, aż przeminie moje przeziębienie, które nie jest grypą, ale dokucza prawie jak grypa i jak gdyby grypą było, załatwiło mi L4 na cały tydzień), a soundtrack z House MD – płytą Coldplay.
Wszystkie piosenki Coldplay brzmią tak samo, ale dziś nie ma w tym nic złego.
Posted by: Lidia on: 4 grudzień 2009
Nikomu przedtem i nikomu potem nie czytałem wierszy; mam w sobie dobrze funkcjonujący bezpiecznik wstydu, który broni mi obnażać się zbytnio wobec ludzi, mówić przy innych o swoich uczuciach; a czytać wiersze – to w moim pojęciu tak, jakbym nie tylko mówił o swoich uczuciach, ale jakbym mówił o nich stojąc na jednej nodze; pewna nienaturalność, która kryje się w samej istocie rytmu i rymu, wprowadziłaby mnie w zakłopotanie, gdybym miał oddawać się jej inaczej niż w samotności.
- Milan Kundera, Żart
Cytuję to, bo znam to; wciąż dziką przyjemność sprawia mi odnajdywanie w powieściach sformułowań, które mówią o tym, co zaobserwowałam sama.
I tak, tak, czytanie wierszy to czynność przerażająco intymna (jak więc musi się czuć ktoś, kto recytuje własną poezję?!) i tak, tak, pewnie dlatego nie zwykłam poezji czytywać na głos. Lecz…
Zdarza mi się recytować wiersze. Nie, nie recytować: mówić. Mam łatwość zapamiętywania cytatów, w szczególności, jeśli są one rymowane, łatwo więc i wiersze zapamiętuję. Mam też przerażającą bujność skojarzeń; może nie wszystko kojarzy mi się wszystkim, ale – dużo różnych z wieloma różnymi, nierzadko z wierszami właśnie.
Przykładowo, nieodmiennie, gdy do krwiobiegu wprowadzę odpowiednią ilość alkoholu, przychodzi mi do głowy Wierzyński i nawet nie próbuję się powstrzymać przed powiedzeniem na głos:
Hej! Świat się kręci! Kroki coś podrywa!
Chwieją się w oczach domy kwadratowe!
Dalej już nie, bo dalej jest nie na temat. :)
Ale-ale, nie miałam zamiaru pisać o takich lekkich i przyjemnych rzeczach, lecz o mocniejszych – wszak grudzień mamy i samobójcy latają nisko. Oto wierszyk, którego na pamięć jeszcze nie umiem, ale i tak przynajmniej raz dziennie przychodzi mi na myśl, odkąd noce mamy długie, a dnie zimne i ponure, i w każdej chwili można potknąć się o tegoż samobójcę (bądź zamarznąć przezeń na przystanku w oczekiwaniu na spóźniony autobus):
Chwytam się różnych rzeczy,
śniegu, drzew, niepotrzebnych telefonów,
czułości dziecka, wyjazdów,
wierszy Różewicza,
snu, jabłek, porannej gimnastyki,
rozmów o błogich własnościach witamin,
wystaw awangardowej sztuki,
spacerów na kopiec Kościuszki, polityki,
muzyki Pandereckiego,
żywiołowych katastrof w obcych krajach,
rozkoszy moralności i rozkoszy niemoralności,
plotek, zimnego tuszu, zagranicznych żurnali,
nauki włoskiego języka,
sympatii dla psów, kalendarza.Chwytam się wszystkiego,
żeby się nie zapaść
w przepaść.
- Anna Świrszczyńska