W mojej kuchni stoi sosna
Przebrana za kuchenny stół
Na półkach kilogram śliwek
W słoikach udaje powidła (…)
A ja wsadzam do ust szczotkę
Plastikową do mycia butelek
I szoruję się od środka
Dokładnie każdą szczelinę
- Hey, oczywiście
Moi drodzy, przeczytałam pierwszą w swoim życiu powieść Jeanette Winterson – i jedynym, czego w tej chwili jestem pewna, jest to, że nie będzie to zarazem powieść ostatnia. Poza tym czuję się skonsternowana, odrobinę zachwycona i mocno zdołowana.
Książka Płeć wiśni porusza tak wiele ważkich tematów, że powinna być totalną klapą, nic nie wartą płytką pisaniną, podobną tej, jaką serwuje nam Coelho. Bo z jakim skutkiem w niespełna dwustustronicowej książeczce można pisać o XVII-wiecznej Anglii, o dalekich podróżach, o relacjach między matką i synem, o miłości, o problemie ciało-umysł, o solipsyzmie, o naturze czasu i przestrzeni, o akceptacji samego siebie, wreszcie o samotności?
Winterson popełniła książkę niewielką objętościowo, ale bardzo trudną do zaklasyfikowania. Bo nie jest to powieść historyczna ani przygodowa, ani fantasy, ani baśń – choć nosi cechy każdej z nich.
Mamy dwoje bohaterów – monstrualną kobietę i wychowanego przez nią młodego mężczyznę. On ma na imię Jordan, ponieważ niczym Mojżesz został wyłowiony z rzeki, ona natomiast znana jest jako Psiara, gdyż jeśli nie liczyć Jordana, to właśnie psy są najbliższymi jej istotami. Jordan w wieku dziewiętnastu lat wypływa w świat, przeżywa – jak Guliwer – niezwykłe przygody, spotyka dwanaście tańczących księżniczek, zakochuje się w najmłodszej z nich i rozważa naturę przestrzeni, czasu, człowieka, miłości. Powróci jako trzydziestotrzyletni mężczyzna. Psiara ten czas spędza w Londynie, w którym purytanie z Oliverem Cromwellem na czele zdobywają coraz większą władzę i w końcu doprowadzają do ścięcia króla Karola I.
Ale to nie wszystko. Bo jest jeszcze jedna para bohaterów, tym razem współczesnych. On jest marynarzem; został nim dlatego, że od dzieciństwa marzył o dalekich podróżach, w przeciwieństwie do swojego najbliższego kolegi, dla którego liczyła się tylko kariera. Ona natomiast jest chemiczką, która zaniepokojona stanem środowiska stara się jak najbardziej zaleźć za skórę koncernom. Koncerny, jak to koncerny, mają ekologię w głębokim poważaniu…
Domyślacie się już, dlaczego taki właśnie cytat na początku tej notki?
A o co chodzi z tą płcią wiśni? Rośliny to pasja Jordana; któregoś dnia szczepił on drzewko wiśni, Psiarę bardzo zainteresowała ta czynność, szczególnie zaś zaintrygowała ją kwestia płci takiego zaszczepionego drzewka. Ale szczepienie pojawia się też w innym znaczeniu – Jordan rozważa, czy także ludziom podlejszej odmiany nie można wszczepiać wszczepki kogoś szlachetniejszego… Sam uważa siebie za kogoś mniej wartościowego i marzy o tym, by być takim, jak jego mistrz.
Płeć wiśni, choć wygląda niepozornie, zawiera w sobie więcej treści niż niejedno opasłe tomisko. Z pewnością jeszcze długo będę o niej rozmyślać…
(Jeanette Winterson, Płeć wiśni, przeł. Z. Batko, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2002.)






