Archiwa tagu: Pielewin

Jakie lubisz narkotyki?

Kryształowy świat to już (?) czwarta książka Wiktora Pielewina, którą przeczytałam i wciąż jestem przekonana, że o czym Pielewin by nie pisał, to i tak pisze o Rosji. Tej współczesnej, postradzieckiej, jakże dziwnej, na pierwszy rzut oka, pierwsze skojarzenie – romantycznej i barwnej, ale im dalej w las, im bardziej w głąb, tym więcej błota, brudu i pustych flaszek.

Tytułowy kryształowy świat, sugeruje wydawca na tylnej stronie okładki, jest na wyciągnięcie ręki, a w zasadzie na wciągnięcie magicznego proszku. Wydaje się, że bez wciągania proszków, bez opróżniania flaszek, bez innej drogi do jakiegoś kryształowego świata nie mogliby bohaterzy Pielewinowi wytrwać. Więc wciągają i opróżniają na potęgę. A jeśli któryś wyjątkowo nie, to kombinuje inaczej – lunatykuje, opiekuje się kotką albo ożywia zwłoki innostrańców, którym w czasie wojny zdarzyło się polec na terenie Rosji, aby wyjść za takiego za mąż i tym sposobem ewakuować się z czułych objęć Mateczki Rassiji.
Trudno się dziwić, że Putinjugend wciągnęło książki Pielewina na listę dzieł niesłusznych.

Kryształowy świat to zbiór opowiadań (dziesięciu) i może posłużyć jako całkiem zgrabne zapoznanie się z Pielewinem komuś, kto Pielewina dotąd nie znał. Ja jednak czytałam go już wcześniej i odczucia mam mieszane – niektóre opowiadania nudziły mnie, inne były niby fajne, ale czegoś im brakowało… Najbardziej podobały mi się opowiadania dwa: króciutka recenzja nieistniejącej książki historycznej mówiącej o tym, że Stalinów było siedmiu (Rekonstruktor) i historyjka o Piotrze Pietrowiczu, co to lunatykował, a może jednak nie? (Tarzanka).

Żeby było jasne – co Pielewin, to Pielewin; nudne opowiadanie Pielewina jest zawsze bardziej interesujące niż najciekawsze opowiadanie / powieść wielu innych. (Lub na przykład takie “dzieło” filmowe jak Incepcja, jeśli trzymać się opowieści w klimacie fantastyczno-sennym.)

Tylko pod żadnym pozorem nie czytajcie tej książki przed snem! Bo może przyśnić wam się, że… śpicie. ;)

(Wiktor Pielewin, Kryształowy świat, przeł. E. Rojewska-Olejarczuk, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008)


Pora niepokoju

Spać. Nie spać. Spać. Nie spać? Spać!
Albo nie spać.

Czyta(ła)m ci ja Potępieńczą grę na przemian z roznarkotyzowanym jak nigdy Pielewinem i starą dobrą Diuną, grałam w Dragon Age i trochę w Metro 2033 też, na domiar złego wczoraj (a właściwie przed-) obejrzałam Czarnego Łabędzia. I mam w głowie niezły bajzel. Nocami śnię to o zamczyskach, to o próbach, to o rozległych i wilgotnych lasach bądź łąkach, to o potworach jakowyś, niesprecyzowanych, gdzieś tam się czających.

Sama sobie zgotowałam taki los. Trzeba było trzymać się z daleka od szaleńczych wizji i pokręconych opowieści.

Ostatnio śniłam o akademiku, który jak Hogwart był wielki i ciemny, i o uniwersytecie, wyglądem przypominającym zamczysko. Mnie i moją drużynę – złożoną z ludzi, których znam naprawdę lub raczej znałam niegdyś, ale z pewnością nie znających się wzajemnie, dobranych w jakiś bardzo pokrętny sposób – poddawano próbom, polegającym to na odnalezieniu jakiegoś przedmiotu, to na przebrnięciu przez fosę pełną zielonej, mętnej wody, to na pokonaniu strachu przed bestią lub przedziwną maszyną. Tyle potrafię odtworzyć z urywków, które pamiętam pomimo natychmiastowego spojrzenia w okno.
Pamiętam jeszcze, że te próby przeszliśmy zwycięsko.

Co przyśni mi się dziś?

(A za oknem chichoty, chichoty i wycie,
Przed którymi na próżno chowamy się w życie.
Ten niepokój dopadnie nas zawsze i wszędzie
?)


Skutki czytania Pielewina

Leżałem sobie w jednej piwnicy przy szosie Nagórnej. Przy tym z nader ważnych, czysto osobistych względów byłem zupełnie, męcząco przytomny. A tu ładuje się ment z latarką i automatem. Pyta o dokumenty. No, to mu pokazałem. A on, rzecz jasna, zażądał pieniędzy. Dałem mu wszystko, co miałem – dwadzieścia tysięcy. Pieniądze wziął, ale jakoś marudził, nijak nie odchodził. Trzeba się było odwrócić do ściany i zapomnieć o nim, ale ja nie – wdałem się w pogaduszkę. – Co tak gały na mnie wytrzeszczasz – powiadam – mało ci bandytów na górze? A ment trafił się rozmowny, potem się okazało, że absolwent filozofii. – A dlaczego – powiada. – Ich tam dużo. Ale oni porządku nie zakłócają. – Jak to? – pytam. – A tak – powiada. – Normalny bandyta co robi? Patrzysz na niego i widzisz, że tylko o tym myśli, jak by tu kogoś zabić i obrabować. Ten, kogo obrabuje – mówił dalej – też porządku nie zakłóca. Leży sobie z rozwaloną czaszką i rozmyśla: ładna historia, obrabowali mnie. A ty tu leżysz – powiada do mnie – i widać, że o czymś sobie myślisz… Jakbyś we wszystko tu dokoła nie wierzył. Albo miał wątpliwości. (…) No więc mówię mu na to: może i naprawdę mam wątpliwości. Głosili przecież wschodni mędrcy, że świat to iluzja. (…) Na to on aż poczerwieniał i powiada – jak to może być? Ja na uniwersytecie dyplom o Heglu zrobiłem, a teraz tu chodzę z automatem, a tyś coś tam czytał w “Nauce i Religii” i myślisz, że możesz wleźć do piwnicy i podważać realność świata?
- Wiktor Pielewin, Mały palec Buddy

No. Jedenasta książka w tym roku przeczytana. Pielewin. Mały palec Buddy. Jestem zachwycona mniej niż po lekturze Generation P i Empire V, ale-ale – jestem zachwycona.

Książka padła mi na głowę aż tak, że miałam sen. Sen, w którym moja praca była jakaś dziwna; polegała na jeżdżeniu do ludzi i rozmawianiu z ludźmi… Pracowałam razem z dwiema osobami – dużym mężczyzną i szczupłą, trochę jakby kanciastą dziewczyną. Imion nie pamiętam. Ale dziewczyna pochodziła z eskimoskiego plemienia Innaritu i potrafiła – uwaga!!! – zamienić się z kimś na ciała. To znaczy ona wrzucała swoją świadomość w ciało tego dużego mężczyzny albo naszego (?) czarnego kota, a jego świadomość lądowała w ciele jej. Z innymi chyba też tak potrafiła.

No ja pierniczę.

A najlepsze w tym śnie było to, że przecież Innaritu to żadne tam eskimoskie plemię, ale nazwisko takiego fajnego reżysera.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.