Przez pół niedzieli byłam bez Internetu. Efekt? Czternasta książka w tym roku przeczytana. A że dzięki sobotniemu uczestnictwu w grze miejskiej – i mającej w środę nastąpić dogrywce, gdyż sprawa pierwszego i drugiego miejsca nie została rozstrzygnięta (tak, tak, mam szansę na Bukowinę!) – tkwię w rumuńskich klimatach, to padło na Mircea Cărtărescu i jego Dlaczego kochamy kobiety.
Pana Cărtărescu znałam już z lektury powieści Travesti, znałam i poważałam bardzo, albowiem pisarstwo jego zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie – o ludzkim wnętrzu, ale bez mdłości, rozwlekłości ani coelhowości. Ze słowami, doskonale dobranymi do emocji, które opisywać miały. Nie mogłam wyjść ze zdumienia, że tak nieuchwytne rzeczy można określać tak krótko, a trafnie.
Dlaczego kochamy kobiety to nie powieść, ale zbiór krótkich tekstów, umieszczanych to tu, to tam – w gazetach lub czasopismach, nie zainteresowałam się – i traktujących niby to o kobietach, a tak właściwie to o samym Cărtărescu. Rzecz już nie tak zachwycająca jak Travesti, jednak zdecydowanie ciekawa i warta przeczytania. Czasami Cărtărescu pisze banały, czasami powtarza stereotypowe opinie, ale nie irytuje to, bo ginie wśród ciekawych opowieści, trafnych opisów i zaskakujących spostrzeżeń.
Moje ciało jest silnie związane z ciałem mojej żony. Właściwie mam dwa ciała i właściwie całe moje życie jest podwójne. Nawet jeśli jako zwierzę doświadczalne zostałbym rozczłonkowany, moje ciało wciąż byłoby zakochane w ciele mojej żony. Moja potrzeba intymności z istotą, z którą dzielę życie, wykracza zdecydowanie poza życie seksualne. Niektórzy obawiają się życia w związku, właśnie z powodu perspektywy oglądania drugiej osoby w najobskurniejszych sytuacjach. Ale moja miłość tym się właśnie żywi. Lubię chodzić z nią na zakupy, pić z nią kawę, patrzeć, jak leży w wannie, i gadać o UFO. Lubię przyglądać się, jak je i jak wiesza pranie. Gdy się kochamy, nasza intymność jest rzeczą najcenniejszą i nasza przyjemność zależy całkowicie od niej. Właściwie kochają się dwa ciała, które znają się bezgranicznie i które wciąż nie mają siebie dosyć, odkrywając siebie wciąż na nowo.
A jeśli ktoś chciałby więcej, temu polecam recenzję Jarosława Czechowicza (nie, żebym się w stu procentach z nią zgadzała, ale ona też zachęciła mnie do tej lektury).
(Mircea Cărtărescu, Dlaczego kochamy kobiety, przeł. J. Kornaś – Warwas, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2008)








