Dużo piszę, mało czytam.
Mam wrażenie, że kończą mi się myśli zdania słowa sylaby.
Tak to jest, jak się zarabia na życie pisaniem? (No, zarabia to mocno powiedziane, pisaniem również, niemniej.)
Nie mogę się doczekać tego majowego wesoło w czubie i w piętach. Póki co, mam krótkie włosy(!), nowe trampki i t-shirt z Garfieldem. Do pracy chadzam na piechotę, ponad godzinę dziennie codziennie, cieszę się na zrzucenie kilku kilogramów, słucham podcastów i audiobooków*, i wdycham wiosnę (no, jeśli udaje mi się wyniuchać ją wśród tych spalin).
Za kilka dni Światowy Dzień Książki – i nowe nabytki w biblioteczce.
A za dni kilkanaście krótki długi majowy weekend – i góry.
Jakie to szczęście, że krew jest czerwona, czy jakoś tak.
* Czy szanowni czytający mają jakieś namiary na audiobooki francusko- bądź rosyjskojęzyczne? Wprawdzie to w angielskim niezbędne są mi postępy, lecz ileż można tego słuchać? Wymięknę po trzech dniach. ;) Wdzięczna byłabym za wskazówki jakiekolwiek, bo w Zatoczce Piratów tylko english i english…