Archiwa tagu: zakupy

Wiosna i wino, i książki

W którymś z lokali w Zaułku Niewiernego Tomasza mają pyszne grzane wino, mówi P. Ta P., która chodziła ze mną na francuski, a teraz także mieszka w Krakowie.
Ale sezon na grzane wino już się kończy.

Siedzimy w Nowej Prowincji, przy stoliku pod oknem, na którym stoi sztuczny czerwony kwiat. Jest gorąco i tłoczno. Wczesny poniedziałkowy wieczór. Miło.
Okazuje się, że podobieństw między mną a P. jest więcej: najpierw irytujące szukanie jakiejś pracy (choć P. jest po stosunkach międzynarodowych), a teraz trzymiesięczny staż, mniej lub bardziej wiążący się z PR-em.
Tak, dorosłe życie bywa trudne.

Gdy wracam, kontempluję urodę ul. Szewskiej. Wspominam nie mniej urokliwą Szewską toruńską. Spotykam trzy koty i dwóch pijaków.

W domu jestem późno. Ale dobrze jest czasem wrócić (z pracy!) dopiero o dwudziestej pierwszej.

Żeby jednak nie było tak różowo, wypady na grzane wino – tak jak i wypady na kawoherbatę – mają swoje minusy: znowu nie mieszczę książek na półce.
A oto winowajcy:


Oh my God, I’m a woman!

Wiadomo
Nie można rozwijać się
Bez

Spodni
Spódniczek
Bluzek
Topów
Koszul
Pończoch
Półbutów
Sandałków
Trampek

Napisałam to chyba w złą porę, albowiem jakoweś szaleństwo zakupowe mię ogarnęło, ba!, żeby tylko zakupowe – lecz mię wzięło na odzieżowe eksperymenta!, jak gdyby ubierać się wygodnie i czysto było mi już zbyt mało.
Kiedyś było mi wszystko jedno, a teraz chcę ładnie. I jeszcze – ciekawie. I jeszcze – żeby licealiści nie brali mnie już za swoją rówieśniczkę…
To negatywny wpływ szafiarek, jak nic.
Albo po prostu – starzeję się. I na dorosłość mi się zebrało.

Spacerując z G. weszłam do Orsaya. I to był błąd. Bo tam – wyprzedaż. Malutka, lecz wypatrzyłam kilka ślicznych rzeczy w swoim rozmiarze. Na szczęście byłam już na tyle zmęczona, że nie chciało mi się nic przymierzać. Ale coś mi się wydaje, że tam jutro wrócę. Po którąś z tych rzeczy:


(Źródło zdjęć: strona internetowa Orsaya)

Albo po te cudne spodnie, których fotografii w sieci nie znalazłam…


Dzień Książki, psiakrew

Nie przyznam się, ile książek dziś kupiłam. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że część z nich to prezenty. No dobrze – wszystkie to prezenty… ale niektóre – dla mnie samej.

Mam kilka wymówek:
1) Wiele rad, złotych myśli i zasad mojej Mamy okazały się być fałszywe, w prawdziwość jednej jednak uparcie wierzę – że czas, kiedy ma się już własne pieniądze, a nie ma się jeszcze obowiązków, jest najlepszym, by robić coś dla siebie, między innymi właśnie kupować książki.
2) Kupowanie książek to inwestycja w to, by mieć gwarancję, że zawsze będzie się miało coś DOBREGO do czytania.
3) Podawałam już warunki konieczne dla zaistnienia domu? Otóż dom to miejsce, w którym MUSI być: a) kot, b) biblioteczka. Przy czym kot ma być istotą żywą, nie satysfakcjonują mnie pluszaki ani porcelanowe figurki, biblioteczka natomiast wystarczy taka:


(Zdjęcie z: http://freshome.com/2007/05/17/interesting-bookcase)

A tak naprawdę to było tak:
Niedobry Empik znowu zrobił tę swoją promocję “3 za cenę 2″. A ja szukałam prezentu i oczywiście NIE MOGŁAM kupić tej książki, którą świętujący (notabene, Jego Najstrukturalniejszość RaV) zasugerował, bo to by było zbyt banalne. Wybrałam inną. Szybko jednak – lecz już po wyjściu z Przybytku Rozpusty Empiku z trzema nowymi książkami, w tym jedną dla RaVa – stwierdziłam, że nie będę mogła się z nią rozstać (mój sssskarbek…), więc prędziutko poszukałam jeszcze innej, tej, której w Empiku nie było, którą już czytałam i o której wiem, że jest dobra i że powinna się spodobać… Jeśli się nie spodoba, cóż – zwątpię w dobry gust mości solenizanta (hehe).

I na tym zakończę ten wpis, bez wątpienia świadczący o pewnym nałogu książkowym (bo nie, na czterech książkach się nie skończyło).
Jakieś nałogi trzeba przecież mieć…


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.