Category Archives: się zgubić we własnej spódnicy

Poezja codzienności

Są takie filmy, które we wszystkich wzbudzają zachwyt, a we mnie jakoś nie. Na przykład takie Once – owszem, przyjemne toto, nie powiem, że nie, ale nic poza tym. I są też takie filmy, z zachwytem nad którymi jakoś się nie spotkałam, a które na zachwyt ten zasługują znacznie bardziej. Na przykład takie Tajnosti

Już miałam o Tajnosti, czyli Sekretach, nie pisać – trochę czasu już minęło, odkąd je obejrzałam – ale wczoraj rzuciły mi się na pamięć. Bo gdy samochód stał na światłach, samochód, w którym jechałam, padał deszcz i było po zmroku, i światła miasta wędrowały po miejskim krajobrazie zaiście malowniczo, odniosłam wspaniałe wrażenie, że to wszystko dzieje się do rytmu, rytmu jakiejś muzyki, muzyki, której nie słyszę, ale to tylko dlatego, że nie mam takiego słuchu jak bohaterka Sekretów.

Sekrety z Once skojarzyły mi się nie bez powodu – w obu filmach bardzo istotna jest muzyka. Ale w Once służy ona do tego, by nadać filmowi głębię (albo pozory głębi, jeśli miałabym być wobec filmu bardziej krytyczni), natomiast w Sekretach muzyka – w mojej, oczywiście, opinii – bardzo ładnie podkreśla poezję codzienności (że pozwolę sobie użyć takiego określenia).

O czym są Sekrety? (Nawet „opis dystrybutora” nie jest dla tego filmu łaskawy, bo wprowadza w błąd.) O czterdziestoletniej kobiecie, która owszem, ma bogatego męża, przyjemną pracę, nowy dom, fajną córkę, oddaną przyjaciółkę i uwielbiającego ją kochanka, ale z mężem już niewiele ją łączy, kochanka ma dość, przyjaciółka nie do końca ją rozumie, jej praca jest mało ekscytująca i w ogóle… w jej życiu brakuje większych emocji. Nuda, panie, nuda! I ta starość… Pewnego ranka nasza bohaterka – a Julie jej na imię – z TV dowiaduje się, że zmarła Nina Simone i… postanawia kupić pianino, jako że dzieckiem będąc, grywała co nieco.

Fabuła filmu zamyka się w jednym dniu, w którym bohaterka… robi miliony rzeczy, jakie po prostu robi się co dzień. Ale też zrywa z kochankiem, dowiaduje się, że mąż ma romans, poznaje interesującego młodego mężczyznę, dowiaduje się, że jest w ciąży, postanawia ciążę usunąć, no i najważniejsze – kupuje pianino. W sumie nic wielkiego, prawda?

Cały film to nic wielkiego, ale jak ładnie opowiedziane!

Najładniejsze w całym filmie są muzyczne wstawki – gdy nasza bohaterka widzi taniec w ruchu przechodniów na ulicy i słyszy muzykę, nie byle jaką muzykę, bo piosenki Niny Simone – pięknie scalające mniej lub bardziej banalne wydarzenia tego dnia. Przecież takie mniej lub bardziej banalne wydarzenia składają się na całą poezję codzienności!

A oto co mam na myśli, gdy używam zwrotu poezja codzienności:

* * * (Zapatrzyłam się)

Zapatrzyłam się na piękną główkę
gwoździa
wbitego w deski sopockiego mola
wydało mi się
że przy tym zapadłam
w głębokie zamyślenie
ale po chwili kiedy się ocknęłam
nie potrafiłam powiedzieć
o czym myślałam

prawdopodobnie miało to coś wspólnego
ze współbiciem mojego serca
i serca rozhuśtanego morza
zespolonego z trudną do nazwania
jednią.
– Urszula Kozioł

A oto trailer filmu (też, u diaska, wprowadzający w błąd!):

(Tajnosti, reż. A. Nellis, Czechy Słowacja 2007)

Reklamy

Wirtualni chłopcy

Zawiało, zasypało… To ja krótkoszybko i szybkokrótko o książce napiszę.
O książce na lato.
Albo na wiosnę, albo na jesień.
(No, w ostateczności na zimę może być też.)

Znacie to?:

Jest między nami gra
Gra jak świat stara
Jest w głowie dziki szum,
Czuły punkt na falach
Po ulicach snów biegnie nas spora zgraja
Po tych ulicach ze snów wszędzie słychać nasz bluzg
Tacy nikczemni i źli – widzimy się na ekranach
Gęb zakazanych sznur
Nie wypada się bać
Dookoła miłość się skorumpowała
Dookoła świat jak pierworodny grzech
Nie zdążysz nawet dobrze się przeżegnać
My nie mówimy żegnaj koniec cześć
Bo po co?
Sny wirtualnych chłopców
Jak u młodych chłopców

Białorusinki też znają takich chłopców, a Juhasia Kalada nawet napisała o nich książkę. Zatytułowała ją Traktor. Bohaterkami uczyniła dwie przyjaciółki-studentki. Jedna z nich zakochała się w wirtualnym chłopcu, druga namówiła ją do zemsty i wspólnie…
A nie, nie napiszę, co zrobiły!

Książeczka jest taka troszkę babska, niemniej podczas jej lektury zabawę miałam przednią. Serdecznie polecam!

(Juhasia Kalada, Traktor albo błąd w sztuce, przeł. K. Kotyńska, Korporacja Ha!art, Kraków 2007)


Filozofka a lakier do paznokci

Co tam Michaele J., co tam Patricki S. Barbara Skarga zmarła – i to jest njus, który mnie obchodzi.

Jeśli chodzi o prof. Skargę, to mam 3 (słownie: trzy) skojarzenia. A pierwsze z nich to… lakier do paznokci. O pięknym kolorze, którego nie potrafię nazwać. Cielisty? Tak, to słowo chyba jest najbliższe. Od pięciu czy sześciu lat namiętnie takiego szukam – i nie, nie ma. Wszystkie są albo za bardzo pomarańczowe, albo za bardzo brązowe. Chyba w końcu machnę ręką i przerzucę się na fiolety i czerwienie.

Właśnie pięć czy sześć lat temu, będąc na pierwszym roku studiów, miałam przyjemność uczestniczyć w wykładzie prof. Skargi. Nie pamiętam, o czym mówiła (smarkata byłam, pewnie wiele nie rozumiałam). Pamiętam, że była mała, chuda, pomarszczona i miała pięknie pomalowane paznokcie. I że była wiosna, i że w auli był tłum.

Moje drugie skojarzenie to fantastyczne felietony na gazeta.pl (czyli pewnie w Wybiórczej), zwłaszcza te z czasów IV RP. To ich zasługa, że nie myślę o prof. Skardze wyłącznie jako o historyczce filozofii, ale też – a właściwie przede wszystkim – jako o filozofce.

A trzecie skojarzenie? Kwintet metafizyczny, który stoi na mojej półce i łypie rogiem z wyrzutem. Bo przez tyle czasu go nie przeczytałam. Bo żeby mieć bodziec do lektury, potrzebowałam informacji o śmierci prof. Skargi.


Herbatka, herbatka

Popołudniowa herbata w babskim gronie. O czym panie rozmawiają? O mężczyznach, o romansach, o mężczyznach, o seksie, o mężczyznach koleżanek, o miłości…
To nie Lejdis, ale komiks Wyszywanki Iranki Marjane Satrapi (tak, tej od Persopolis).

Do popołudniowej herbatki komiksowa Marjane siada wraz z mamą, babką, ciotkami i kuzynkami. Mężczyznom – wstęp wzbroniony. Bo w wietrzeniu duszy, jak te pogadanki zwie babka Satrapi, mężczyźni tylko przeszkadzają.
(Ale to nie tak, że komiks jest antymęski, po prostu przedstawia różne podejścia kobiet do mężczyzn, w tym także te uprzedmiotawiające mężczyznę, tak dla odmiany, wszak zwyczaj każe, żeby uprzedmiotawiać kobietę.)

Miło i przyjemnie, choć… nie do końca. Nie zapominajmy, że jesteśmy w Iranie. Rodzina Satrapi jest raczej liberalna, ale w ich opowieściach o znajomych przewijają się bardzo bolesne tematy – zamążpójście w wieku trzynastu lat, małżeństwo z mężczyzną, wybranym przez rodzinę czy utrata dziewictwa przed ślubem. A tytułowa wyszywanka to żaden tam niewinny patchwork, lecz zabieg, mający na celu odtworzenie błony dziewiczej.

Ale Iran nie jest wcale tak odległy od Polski – u nas też istnieją wyszywanki, a podejście do tematów miłości czy seksu jest bardzo podobne (czyt. podobnie różnorodne) jak u bohaterek komiksu Marjane Satrapi.

Wyszywanki – jak to komiks – mają tę wadę, że czyta je się w mgnieniu oka. Na szczęście z pewnością będę do nich wracać. (Rechotałam się przy co drugiej stronie, to mówi samo za siebie.)

(Marjane Satrapi, Wyszywanki, tłum. W. Nowicki, Wydawnictwo POST, Kraków 2008)


Darkroom

Dawno, dawno temu Borys i ja spacerowaliśmy po ulicy Jurišicia. Było wczesne i bardzo zimne przedpołudnie. W okolicach numeru trzy Borys padł przede mną na kolana i stwierdził: Przecież ty masz najpiękniejsze zielone oczy na świecie! Dałam się złapać na komplement, a on na silikonowe półtwarde oddychające soczewki.
– Rujana Jeger, Darkroom

Cała książeczka (zaledwie 155 stron) jest niczym x wpisów z (uwaga, dobrze napisanego!) bloga: anegdotki, wspomnienia z dzieciństwa, listy, refleksje, opowieści zasłyszane…

Niby nic nadzwyczajnego, niby…

…napisać taką książkę jest w stanie każdy, komu nieobce jest notowanie zdarzeń, zapisywanie otrzymanych maili i listów oraz dobra pamięć kodująca drobne epizody z przeszłości.
Jarosław Czechowicz, Krytycznym okiem

A jednak podoba mi się!

Zresztą, opisanie fragmentu życia, czyjegokolwiek życia, to sztuka niełatwa. Chyba?

Oczywiście, do mych pozytywnych odczuć niemało przyczynił się fakt, że autorka to Chorwatka. Przesadą byłoby powiedzieć, że Jugosławia jest bohaterką tej powieści, ale odgrywa niemałą rolę – jako kraj lat dziecinnych narratorki.
A Bałkany są tym, w czym – nie wiedzieć czemu – tygryski znajdują upodobanie.

(Rujana Jeger, Darkroom, przeł. D.J. Ćirlić, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2004)


20+

Nie ma rewolucji.

Kupiłam dzisiaj krem, który obiecuje, że ma moc rewitalizacji skóry pod oczami, a także sińców, wszystkiego… dogłębne działanie… zapewne przywraca też wzrok. 15 ml w pudełku, w którym zmieściłby się słoiczek ze 150 mililitrami. Włosy stają mi dęba na głowie, gdy pomyślę, że ludzie studiują, jak sprzedać mały słoiczek w dużym pudełku.

Czytam Darkroom Rujany Jeger, chadzam w t-shirtach z Garfieldem lub Judy Jetson, osłuchuję się z ostatnią płytą Tori, na półce w łazience mam nowy krem. Jeszcze 20+.

Co jakiś czas rozśmieszam się i krztuszę herbatą, ale comajowego wesoło w czubie i w piętach, a najweselej na skrętach już nie doświadczam.

Nie ma rewelacji.

Jestem do tyłu z mailami, z filmami, z książkami, z wszystkim, co się da.

Marzę o tym, by oddać się czytaniu do rana.


Notatki kuchenne latem

Obiecane coś jeszcze o Pod słońcem Toskanii Frances Mayes. A właściwie żadne coś, jeno garść znalezionych tam przepisów. Na następne lato…

Sorbet z mięty i bazylii
Jadłam ten nieprawdopodobny, a przecież uwodzicielski sorbet w dawnej fattoria na restaurację Locanda dell’Amorosa w pobliskim miasteczku Sinalunga. Nazajutrz chciałam odtworzyć go w domu.(…)
Zrobić z cukru syrop – zagotować szklankę wody ze szklanką cukru, potem zmniejszyć ogień na pięć minut, ale ciągle mieszać. Ochłodzić syrop w lodówce. Rozetrzeć szklankę liści miętowych i pół szklanki liści bazylii w jednej szklance wody. Dolać jeszcze jedną szklankę wody, łyżkę stołową soku cytrynowego i ochłodzić. Wodę z tych ziół połączyć z syropem z cukru i ukręcić w maszynce do lodów. Napełnić tym kieliszki do martini czy inne szklane naczynia i przybrać liśćmi mięty. Osiem porcji.

Pizza
Rozmaitość pizzy jest nieskończona. Ed lubi najbardziej pizzę Napoli: z kaparami, anchois i mozarellą. Ja lubię pizzę z fontina (słodki ser rzymski lub piemoncki),oliwkami i prosciutto. Bardzo lubimy też pizzę z arugulą i wiórkami parmigiano oraz pizzę z kartoflami, jak również wszystkie typowe. (…) Wspaniałym wegetariańskim połączeniem są bakłażany z rusztu, pomidory wysuszone w słońcu, oliwki, dziki majeranek, bazylia i mozarella.
Cienko pokroić na plasterki trzy cebule i „rozpuścić” je na patelni z małą ilością oliwy i trzema łyżkami stołowymi octu balsamicznego na małym ogniu. Cebule powinny nabrać koloru karmelu i zwiotczeć. Zaprawić je majerankiem, posolić, popieprzyć. (…) Utrzeć jedną szklankę mozarelli albo parmigiano.
Ciasto: rozpuścić jedną paczkę drożdży w ćwierć szklanki ciepłej wody, odstawić na dziesięć minut. Zamieszać pół łyżeczki soli, jedną łyżeczkę cukru, trzy łyżeczki stołowe oliwy, jedną szklankę zimnej wody. Wlać to do trzech i jednej czwartej szklanki mąki. Wyrabiać ciasto na stolnicy, aż będzie elastyczne i gładkie. (…) Włożyć ciasto do wysmarowanej masłem i posypanej mąką miski i niech tak poleży przez pół godziny. Potem rozwałkować, zrobić jeden duży placek albo dwa małe i nasmarować je oliwą. Na wierzch położyć ser, cebulę (…). Piec w temperaturze około 120 stopni Celsjusza przez piętnaście minut. Pokroić na osiem kawałków.

Grysikowe gnocchi
Gnocchi w tym wspaniałym pożywnym daniu nie mają swego zwykłego kształtu kopytek. W odróżnieniu od gnocchi z kartofli czy ze szpinaku i twarogu te, o których mowa, są z grysiku, duże jak okrągłe herbatniki. Kupowałam takie gnocchi u kobiety w dolinie, dopóki się nie dowiedziałam, jak łatwo je zrobić.
Sześć szklanek mleka wlać do dużego rondla i prawie zagotować. Wsypać trzy szklanki grysiku równomierną strużką, nieustannie mieszając. I nadal wciąż mieszając gotować na małym ogniu przez piętnaście minut. Zdjąć rondel z ognia, wbić trzy żółtka, dodać trzy łyżki stołowe masła i pół szklanki tartego parmigiano. Posolić, popieprzyć, dodać trochę gałki muszkatołowej. Ubijać to wszystko przez chwilę, tak by mieszanina rosnąc, nabierała powietrza. Wyłożyć to na posypany mąką blat czy na deskę do krajania, zrobić z tego placek o grubości ćwierć centymetra i zostawić, żeby wystygło. Następnie wykrawać szklanką lub foremką kółka wielkości herbatnika i ułożyć na zakładkę w dobrze wysmarowanej masłem brytfannie. Nalać na wierzch trzy stołowe łyżki roztopionego masła, posypać jedną czwartą szklanki parmigiano. Piec bez przykrycia w temperaturze 130 stopni Celsjusza przez piętnaście minut. Sześć porcji.

Tarta brzoskwiniowa z mascarpone
(…) Rozwałkować dowolnie wybrane ciasto trochę szerzej niż na rozmiar tortownicy. Zsunąć je na teflonową tortownicę. Brzoskwinie, cztery czy pięć, pokrajać w plasterki. Zmieszać szklankę sera śmietankowego z jedną czwartą szklanki cukru i jedną czwartą szklanki przypieczonych pokrajanych drobno migdałów. Połączyć to powoli z plasterkami brzoskwiń. Wyłożyć wszystko na środek spodu, a brzegi ciasta zawinąć, wciskając je trochę w nadzienie. Ale nie przykrywać nadzienia ciastem zupełnie – trzeba zostawić otwór parocentymetrowy. Wstawić do piecyka o temperaturze 120 stopni Celsjusza na dwadzieścia minut. Sześć porcji.
Frances Mayes, Notatki kuchenne latem (fragmenty) [w:] Pod słońcem Toskanii, przeł. Z. Kierszys, Prószyński i S-ka, Warszawa 2003

Owszem, znajduje się w książce także odrobina przepisów na zimę, jednakże zdecydowana większość z nich jest niewegetariańska, więc nas one nie interesują.