Tag Archives: Dragon Age

Pora niepokoju

Spać. Nie spać. Spać. Nie spać? Spać!
Albo nie spać.

Czyta(ła)m ci ja Potępieńczą grę na przemian z roznarkotyzowanym jak nigdy Pielewinem i starą dobrą Diuną, grałam w Dragon Age i trochę w Metro 2033 też, na domiar złego wczoraj (a właściwie przed-) obejrzałam Czarnego Łabędzia. I mam w głowie niezły bajzel. Nocami śnię to o zamczyskach, to o próbach, to o rozległych i wilgotnych lasach bądź łąkach, to o potworach jakowyś, niesprecyzowanych, gdzieś tam się czających.

Sama sobie zgotowałam taki los. Trzeba było trzymać się z daleka od szaleńczych wizji i pokręconych opowieści.

Ostatnio śniłam o akademiku, który jak Hogwart był wielki i ciemny, i o uniwersytecie, wyglądem przypominającym zamczysko. Mnie i moją drużynę – złożoną z ludzi, których znam naprawdę lub raczej znałam niegdyś, ale z pewnością nie znających się wzajemnie, dobranych w jakiś bardzo pokrętny sposób – poddawano próbom, polegającym to na odnalezieniu jakiegoś przedmiotu, to na przebrnięciu przez fosę pełną zielonej, mętnej wody, to na pokonaniu strachu przed bestią lub przedziwną maszyną. Tyle potrafię odtworzyć z urywków, które pamiętam pomimo natychmiastowego spojrzenia w okno.
Pamiętam jeszcze, że te próby przeszliśmy zwycięsko.

Co przyśni mi się dziś?

(A za oknem chichoty, chichoty i wycie,
Przed którymi na próżno chowamy się w życie.
Ten niepokój dopadnie nas zawsze i wszędzie
?)

Reklamy

Fantasy rulez, czyli że kręci mnie prawość, dobroć i szlachetność

I stało – zaczęłam grać, przepadłam na kilka dni, odkryłam na nowo uroki fantasy, fantasy i (c)RPG, a także rozmaniakowania się, wciągnięcia się w jakiś świat tak bardzo, że jest on ostatnim, o czym myśli się przed zaśnięciem i pierwszym, o czym myśli się po przebudzeniu.

Krótko mówiąc, kilka dni wypadło mi z życiorysu, bo grałam w Dragon Age. W samym świecie Dragon Age nie ma kompletnie nic oryginalnego, gra ma też kilka wad, ale za to: a) pozwala sobie stworzyć postać taką, że utożsamianie się z nią jest banalnie proste, oczywiście jeśli ma się na coś takiego ochotę (w końcu urok RPG polega też na tym, że można grać taką postacią, która jest od nas skrajnie odmienna i czerpać z tego wielką frajdę, chociaż skrajna odmienność to przecież też podobieństwo), b) istnieją w niej kompani, którzy nie tylko po prostu idą za nami, ale mają swoje przekonania, upodobania i nie zawsze można im ufać, c) wybory moralne są zazwyczaj bardziej subtelne niż „zabić czy oszczędzić”.

No właśnie, te wybory moralne. Do tej pory zastanawiam się, czy faktycznie wolności nie można ofiarować, inaczej jest to kolejna forma zniewolenia, zniewolony o wolność musi upomnieć się sam?
A także, że ja mimo wszystko wierzę w istnienie jakiegoś obiektywnego kryterium dobra i zła – choć jednocześnie jestem przekonana, że nie znajduje się ono w zasięgu człowieka (właściwie to nie znajduje się ono w niczyim zasięgu).
I że dobro – czy raczej: pragnienie czynienia dobra, postępowanie zgodnie z zasadami (nie chodzi mi tu oczywiście o wypełnianie zasad narzuconych z zewnątrz, kodeksy honorowe ani dekalogi, ale o zasady prywatnego systemu etycznego, jeśli można to tak ująć) – jest dla mnie bardziej pociągające niż zło (znowu w uproszczeniu – jako przeciwieństwo tego, co nazwałam dobrem)… bo jest po prostu trudniejsze.

Niby tylko gra, prawda? A ile przemyśleń… ;)

P.S. Dla ciekawych, którzy też grali – tak, tak, romansowałam z Alistairem, nawet się z nim zaręczyłam, nie zgodziłam się na rytuał Morrigan i Alistair zginął, pokonując potworę (uparł się, że on to zrobi, nie ja). Anora została królową, ja – bohaterką Fereldenu. Zevran zdradził, Morrigan odeszła, Oghren po wszystkim obiecał towarzyszyć mi w przyszłości, mam wiernego przyjaciela w swoim psie, Stena odesłałam, a reszty nie zwerbowałam (przy czym Wynne zabiłam). Grałam człowiekiem – kobietą – szlachcianką – łotrzykiem. Elfy mają się dobrze, takoż i krasnoludy pod władaniem Bhelena. Magów w wieży ocaliłam (ilu mogłam), ocaliłam też Connora, pozwalając poświęcić się Lady Izoldzie. Teraz z niecierpliwością czekam na Dragon Age 2. ;)