Tag Archives: Iran

Herbatka, herbatka

Popołudniowa herbata w babskim gronie. O czym panie rozmawiają? O mężczyznach, o romansach, o mężczyznach, o seksie, o mężczyznach koleżanek, o miłości…
To nie Lejdis, ale komiks Wyszywanki Iranki Marjane Satrapi (tak, tej od Persopolis).

Do popołudniowej herbatki komiksowa Marjane siada wraz z mamą, babką, ciotkami i kuzynkami. Mężczyznom – wstęp wzbroniony. Bo w wietrzeniu duszy, jak te pogadanki zwie babka Satrapi, mężczyźni tylko przeszkadzają.
(Ale to nie tak, że komiks jest antymęski, po prostu przedstawia różne podejścia kobiet do mężczyzn, w tym także te uprzedmiotawiające mężczyznę, tak dla odmiany, wszak zwyczaj każe, żeby uprzedmiotawiać kobietę.)

Miło i przyjemnie, choć… nie do końca. Nie zapominajmy, że jesteśmy w Iranie. Rodzina Satrapi jest raczej liberalna, ale w ich opowieściach o znajomych przewijają się bardzo bolesne tematy – zamążpójście w wieku trzynastu lat, małżeństwo z mężczyzną, wybranym przez rodzinę czy utrata dziewictwa przed ślubem. A tytułowa wyszywanka to żaden tam niewinny patchwork, lecz zabieg, mający na celu odtworzenie błony dziewiczej.

Ale Iran nie jest wcale tak odległy od Polski – u nas też istnieją wyszywanki, a podejście do tematów miłości czy seksu jest bardzo podobne (czyt. podobnie różnorodne) jak u bohaterek komiksu Marjane Satrapi.

Wyszywanki – jak to komiks – mają tę wadę, że czyta je się w mgnieniu oka. Na szczęście z pewnością będę do nich wracać. (Rechotałam się przy co drugiej stronie, to mówi samo za siebie.)

(Marjane Satrapi, Wyszywanki, tłum. W. Nowicki, Wydawnictwo POST, Kraków 2008)

Reklamy

Półksiężyc

Ha! Zaciągnęłam K. do kina!

Z egzotycznymi produkcjami jest tak, że początkowo widza – no dobrze: mnie – absorbują wszystkie, nazwijmy to, różnice kulturowe: dziwnie brzmiący język, inne stroje, niezwykła muzyka… Dopiero później zwraca(m) uwagę na walory artystyczne filmu. A te czasami są, czasami nie.
W Półksiężycu (irańsko-iracko-francusko-austrackim) są. Zdecydowanie.
Innymi słowy: warto ten film zobaczyć nie tylko po to, by obejrzeć sobie coś „innego”.

Mamo to staruszek, mieszkający w Iranie. Wygląda niepozornie, ale jest legendarnym muzykiem. Jest Kurdem i nim umrze, chce dać koncert w irackim Kurdystanie.
Oto teraz nadszedł ten moment, że Mamo, zdobywszy niezbędne pozwolenia, zbiera swoją orkiestrę, złożoną z jego synów, nie mających ochoty na tę podróż i wraz z instrumentami ładuje do autobusu, którym będą jechać do Iraku. Pomimo bardzo niekorzystnej przepowiedni.
Zdradzę, że wszystko pójdzie nie tak, a przepowiednia się sprawdzi – będzie to ostatnia podróż Mamo.

Mamy w Półksiężycu trochę komedii, trochę dramatu – i dużo muzyki, i dużo poetyckości. Być może trochę za wiele – wciąż nad tym filmem dumam, wciąż nie do końca rozumiem – ale podobał mi się, bardzo.


(Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony: http://www.mijfilm.com)

(Półksiężyc, reż. Bahman Ghobadi, Iran – Irak – Austria – Francja 2006)