Tag Archives: praca

Styczniowy wieczór

Bywa i tak, że śnieg leży wszędzie wokół jak jakiś cukier puder, a także, że wszystkie osoby posiadające magiczny kluczyk do firmy (i, w ramach pakietu, znajomość ściśle tajnego kodu alarmu) wychodzą z pracy przed szesnastą, więc cała reszta – w tym śpiochy i spóźniacze, którzy powinni zostać dłużej – wraz z ostatnim firmozamykaczem o tej szesnastej wychodzi. Wśród śpiochów i spóźniaczów oczywiście jestem też ja. I czuję się jak na studiach, gdy profesor (doktor, magister) spóźniał się na zajęcia akademicki kwadrans, i można było z czystym sumieniem pójść sobie w siną (białą, zieloną) dal, i jakoś pięknie zagospodarować ów cudownie podarowany czas (cóż z tego, że był on raczej pożyczonym…).

Co można zrobić z niespodziewanie wydłużonym wieczorem? Wiele, oczywiście: można obejrzeć film, podjadając doń karmelowy popcorn, można zrobić porządek w pokoju, można ugotować pasztet z soczewicy, można udać się do Galerii K. i kupić drugą parę kozaków, można pograć w Fable 2, można wreszcie przeczytać do końca Dukajową Córkę Łupieżcy.

A Dukaj, jak to Dukaj – zachwyca.

Tymczasem wraz z majem nadeszło lato, klimat śródziemnomorski i temperatury iberyjskie, Kraków opanowała półnaga młodzież, dziewczęta o jędrnych piersiach i muskularni, opaleni chłopcy; jak w większości miast UE i Ameryki, niełatwo było wypatrzeć ciało ponadczterdziestoletnie, zresztą nikt nie wypatrywał. Czwartkowymi popołudniami, ledwie zaczynał się weekend, Zuzanna i Kamil opuszczali miasto w białym BWM arafat Kamila. Pół godziny na autostradzie – i byli w innym świecie (…). Bardzo starzy, bardzo brzydcy ludzie siedzą zgarbieni na schodach sklepików, przed kościółkami, jest zbyt gorąco, nie rodzili się do takich upałów, takiego słońca (…).

Czas powieści to nie tak odległa przyszłość (dom dziadka Kamila, do którego bohaterowie jadą w odwiedziny, wybudowano „za Jaruzelskiego”). Rzeczywiście zwycięży młodość, młodość opanuje miasta, a starość i niedoskonałość będzie wegetować po wsiach, w których nic nie ma?
Książka Dukaja inspiruje do podobnych rozważań – i do wielu innych też – ale robi to jakby na marginesie, mimochodem; na pierwszym miejscu jest opowieść, którą narrator snuje.

Jeszcze przy okazji Avatara przyszła mi do głowy myśl, że filmy, książki i inne dzieła „ducha” bywają dwojakie – stawiają na fun (kryminały Agaty Christie czy filmy Tarantino) lub na głębię (traktaty filozoficzne). Chociaż… to nie do końca tak. Bo wiele książek i filmów łączy w sobie obie te cechy. Avatar jest przykładem utworu, który świetnie wygląda i dostarcza rozrywki, udaje jednak, że niesie z sobą głębsze treści (owe idee, o których pisałam w krótkiej notce poświęconej Avatarowi), udaje – i to jest złe. Podobnie złe są powieści czy filmy, tworzone wyłącznie dla morału, gdzie fabuła jest tylko pretekstem, by przedstawić określone poglądy. Za to Dukaj, Dukaj mistrzowsko łączy głębię z funem. Podobnie Pielewin i paru innych…

Dzisiaj wieczór należeć więc będzie do Dukaja (i fotela przy kaloryferze stojącego).

Reklamy

Pielewin rulez

Enlil Maratowicz przyjrzał mi się ironicznie.
– Naprawdę myślisz, że w wyniku ewolucji człowiek wyrósł ponad zwierzęta?
– Oczywiście – odparłem. – A co, nie?
– Nie. Opuścił się znacznie niżej. Dziś tylko milioner na emeryturze może sobie pozwolić na tryb życia zwierzęcia: żyć na łonie natury w najdogodniejszym dla organizmu klimacie, dużo się ruszać, spożywać czysty ekologicznie pokarm i przy tym kompletnie niczym się nie przejmować. Zastanówcie się: przecież żadne zwierzę nie pracuje.
– A wiewiórki? – zapytała Hera. – Wiewiórki zbierają orzechy.
– Kotku, to nie jest praca. Co innego, gdyby wiewiórki od rana do nocy sprzedawały sobie nawzajem skisłe niedźwiedzie gówno, to byłaby praca. A zbieranie orzechów to bezpłatny shopping. Pracuje tylko bydło, które człowiek wyhodował na swój obraz i podobieństwo. No i sam człowiek.
– Wiktor Pielewin, Empire V

Choć powieść Pielewina traktuję jako inteligentny żart, to jednak jakoś tam moje postrzeganie świata zmieniła. Jakoś tam, nawet dość mocno. Wyjechawszy na urlop (kiedyś powiedziałabym tylko: wyjechawszy, ewentualnie: wyjechawszy w podróż), to dostrzegałam dyskurs (Brno: filozofická otázka na wlepce), to glamour (Wiedeń, cały Wiedeń, bo cały Wiedeń ocieka glamourem – aż wstyd się przyznać, że się tam było). Na wszystko mam dowody, ale fot w sieć jeszcze nie wrzuciłam.

Dość mocna zmiana postrzegania świata to chyba oznaka dobrej powieści?

No to jeszcze odpowiedź na pytanie, dlaczego ludzie piszą blogi. W tym coś o glamourze i dyskursie.

(Wiktor Pielewin, Empire V. Opowieść o prawdziwym nadczłowieku, przeł. E. Rojewska-Olejarczuk, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008 )


Mp3 na 8h

Jeśli o godzinie siedemnastej ze zdumieniem patrzę na zegar w komputerze, zegar w komórce i zegarek na ręce, i jeszcze raz na zegar w komputerze, zegar w komórce i zegarek na ręce, i nie mogę pojąć, jak to możliwe, że osiem godzin właśnie mija, to chyba dobrze świadczy o miejscu, w którym przyszło mi pracować.

Miejsce owo zalet ma co najmniej kilka, począwszy od czynności, które są mi zlecane, a które sprawiają mi przyjemność, poprzez całkiem sympatyczny zestaw herbat w kuchni, a kończąc na zielonkawym wystroju wnętrza. I nawet radyjo gra tam przyzwoitsze niż Zetka czy RMFka.

Ale przyzwoite radio przyzwoitym radiem, a najfajniejsza jest zawsze własna plejlista. Dlatego zgrywam ulubione płyty na komórkę (się pomyślało i kupiło taką z odtwarzaczem mp3) i słucham. Choć właściwiej byłoby powiedzieć: smakuję.
Smakuję, testuję i powoli staję się znawcą muzyki, najlepiej sprawdzającej się przy pracy.
I tak oto:

  • Choćby się nie wiadomo jak bardzo lubiło Gabę Kulkę, to się Kulka do słuchania w pracy nie nadaje. Bo absorbuje zbyt silnie.
  • Za to Emiliana Torrini i Sia absorbują zbyt słabo, chociaż owszem, grać w uchu sobie mogą.
  • Coldplay także mówimy NIE. Bo zbyt nudne.
  • Z kolei King Crimson jest zbyt… hmm… wyszukane.
  • Nie nadaje się także Portishead. Bo trudno rozróżnić, które dziwne odgłosy pochodzą ze słuchawek, a które z otoczenia. :)
  • Za to świetnie sprawdza się Radiohead – ładne, spokojne, w sam raz do kontemplacji. ;)
  • Doskonała jest także Nirvana. Bo mocna i poruszająca.
  • Pearl Jam także świetne.
  • A gdy coś nie wychodzi, najlepiej zapuścić sobie Leningrad i ponucić pod nosem Hujnię (nawiasem dodam, że rzeczona Hujnia równie doskonale sprawdza się jako dźwięk telefonicznego budzika).

W najbliższym czasie zostaną przetestowani następujący wykonawcy: Eric Clapton (ach, ta gitarka!), Björk (choć mam obawy, że będzie z nią jak z Portishead), Kroke, Massive Attack, Pink Martini, The Knife i Regina Spektor. Ot, taki dziwny zestaw. ;)


W banale nie banał się kryje

Miałam napisać, że przeczytałam książkę.
Że książka nosiła tytuł: Droga do sukcesu. Jak podwoić dochody i ilość wolnego czasu.
Że wiele rzeczy mi się w niej nie podobało, ale wszystkie one odnosiły się do formy przekazu, nie do samej idei. Sama idea spodobała mi się – pewnie trochę dlatego, że takich rad teraz potrzebuję, a jeszcze bardziej dlatego, że do części z nich doszłam sama.
I miałam jeszcze dodać, że rację miał poeta pisząc, iż w banale nie banał się kryje, a mądra pszczoła powraca często z oślej łąki. Bo przecież miał.

Ale dni mijają mi szybko, robię dużo rzeczy i blog, ten tego ten, no… I na blog nie znajduję czasu. Bo K., bo praca, bo kot, bo książka, bo film, bo wszystko – ważniejsze.
I tak się składa, że autor Drogi do sukcesu o tym także pisze – że należy rozpoznać swoją hierarchię wartości.

Ale tym, co mi się najbardziej spodobało, było:

Bardzo łatwo wpaść w rutynę (…). Aby przeciwdziałać tej skłonności, powinniśmy stale sięgać poza strefę wygody. Od czasu do czasu skłaniać siebie do próbowania czegoś nowego. Odwiedź miejsca, w których nigdy nie byłeś. Pojedź na urlop gdzie indziej. (…) Krótko mówiąc, nie możesz czuć zadowolenia z siebie, jeśli przez lata nic istotnego w swoim życiu nie zmieniasz.

Amen.


Wiosna!

Jest idealnie.
No, może prawie.

Przemakają mi buty, tiry zatrzymują się na środkach skrzyżowań, zasłaniając światła i tarasując przejście, nogawki spodni brudzą się od roztapiającego się śniegu, a pralka przy każdej próbie uruchomienia uparcie wywala korki, ale.
Wstaję co rano, idę do pracy, gdzie ściany są zielone, ludzie zwracają się do siebie po nickach, a pies domaga się uwagi, wracam z poczuciem, że dużo się nauczyłam, gotuję, dużo czytam i bywam Mistrzem Gry.
A nocami śnią mi się dziwne rzeczy.

Znowu słucham Leningradu. Ot tak, bo mam ochotę.