Tag Archives: uczelnia

Powroty są trudne

Przetransportowanie pięćdziesięciokilogramowego ciała z Krakowa do Torunia jest o wiele prostsze niż przestrojenie psychiki z opcji „beztroski pobyt u Lubego” do „obowiązki studentki ostatniego roku”. I to pomimo tego, że obowiązków studentka ma niezbyt wiele, ma natomiast wizje licznych studenckich rozrywek.

Tymczasem z trudem przypomniałam sobie, o której jutro mam wykład, a o której lekcje w szkole.
Nie mogłam przyzwyczaić się do obecności współlokatorki; irytowały mnie jej roztargnienie, generowany przez nią bałagan i nieustanny zadowolony szczebiot.
Rozbolała głowa.
Przeraziła myśl o konieczności spotykania się z ludźmi niezależnie od tego, czy mam na to ochotę, czy nie.
I – jak gdyby tych tragedyj było zbyt mało – padło GG.

Ale współlokatorka wyszła, ale jest rum do herbaty, ale mogę wziąć ciepły prysznic.

Nie potrafię marudzić zbyt długo.

Reklamy

Zmarnowałam podeszwy

Zmarnowałam podeszwy w całodziennych spieszeniach, lecz nie jestem słoneczna, siebie pewna i rada, jako że większość przedreptanych przeze mnie (kilo)metrów okazała się daremna, albowiem dziekanaty nie rozdają skierowań na praktyki (lecz przynajmniej udzielają pewnych informacji, a ponadto wręczają karty egzaminacyjne i numery indywidualnych kont, na które studenci bezpłatnych studiów dziennych uiszczają opłaty, niezbędne do wydania dyplomu, 60 zł, bagatela), profesorowie Wydziału Nauk Pedagogicznych nie przychodzą na konsultacje (w IF to nie do pomyślenia), a godziny dziekańskie skracają dyżury opiekunek specjalizacji. Cóż. Żivot nie zawsze je cudo.

Dzień uratowały moje praktyki. Zwizytowałam tylko jedną lekcję, lecz była to akurat etyka… Wciąż pozostaję pod wrażeniem. Ta jedna zwyczajna lekcja etyki, którą widziałam, była bardziej sensowna niż wszystkie lekcje religii, w których jako uczennica chcąc nie chcąc brałam udział. Taka lekcja naprawdę COŚ uczniom daje. I mnie (o dziwo?) również dała – kilka tematów do przemyśleń…

Teraz odpoczywam. I powoli dociera do mnie – nareszcie! – że za kilka dni będę daleko, za górami i lasami (dosłownie), będę słyszeć obcy język i oglądać obcy kraj. Wyjątkowo przyjemne uczucie.

Więc te całodzienne spieszenia coś jednak dają – może nie padnę już w pierwszym dniu zwiedzania Klużu.