Tag Archives: Żulczyk

Apetyt na czytanie

Nie ma mnie.
To znaczy jestem, ale jakby mniej. W sieci mniej.

I to wcale nie dlatego, że pracując w sieci, dla sieci, przy sieci, mam sieci dość.

Zaczytałam się. Po prostu.
W ciągu ostatnich miesięcy czytałam przeraźliwie mało; teraz nadrabiam zaległości.

Żulczyk wkurza. Próbuję czytać Radio Armageddon, ale dziesiąt stron pi***lenia to dla mnie za dużo. Czytam więc na raty.
Za to Gamorra wciąga. Świat jest o wiele gorszy, niż nam się wydaje.
A Pielewin znakomity. Empire V jest jeszcze lepsze niż Generation P (choć schemat właściwie ten sam). Nocą śnią mi się wampiry, ale jest to dobry sen.
I jeszcze te wszystkie książki, cierpliwie stojące na półkach w oczekiwaniu na swoją kolej. Chciałabym sięgnąć po wszystkie naraz.

Nominacje do kolejnej edycji Nagrody Literackiej „Nike”. Uświadamiam sobie, że przez trzynaście lat jej istnienia z kilkudziesięciu nominowanych dotąd tytułów przeczytałem bodaj osiem
Alexanderson

No tak, tu też mam zaległości. A literki robią wrażenie. Oj, wielkie wrażenie.

Reklamy

Video & Miłość, Dorosłość & Strach

Ktoś, nie chcę już pamiętać kto, powiedziały – masz w głowie domek zbudowany na drzewie, obklejony samochodami z gum Turbo i stronami ze Spider-Mana, i chowasz się tam jak w macicy, bo tylko tam jeszcze jesteś chłopcem, którego nie obowiązują zasady zdobywania, mierzenia, rysowania map, dolepiania wyrazów twarzy, wojny i samokontroli, analizy i planowania.
Może ma rację? Może lepiej iść pograć z jedenastolatkami w noża? Powinieneś dorosnąć.

Tak oto monologuje sobie Dawid – bohater powieści Zrób mi jakąś krzywdę, czyli wszystkie gry video są o miłości Jakuba Żulczyka.

Cała książka jest niczym wewnętrzny monolog tego powinienem-dorosnąć bohatera, pełen rozmaitych śmieci (owe samochody z gum Turbo, które też pamiętam i owe komiksy Spider-Mana, których nigdy nie czytałam), ale też pięknych marzeń i tkliwych uczuć (miłość do piętnastolatki), i jeszcze przerażenia (bo to ostatnie wakacje przed ostatnim rokiem studiów), i niepewności, jaka ta Rzeczywistość właściwie jest?

Wydaje mi się, że tak naprawdę jestem bardzo bogatym, młodym Rosjaninem. Synem jakiegoś naftowego lorda z Syberii. Że po prostu zamówiłem sobie, w prezencie na urodziny, bardzo ekstrawagancką formę rozrywki. Zapłaciłem jakiejś nielegalnej firmie dziesiątki milionów rubli, żeby mnie uśpiono, wyprano mi umysł, zrzucono do Polski, wsadzono w kostium studenta, zaprogramowano podstawową pamięć długoterminową, a potem, jak w grze video, spuszczano na mnie torpedy coraz dziwniejszych sytuacji.

A zresztą – przecież Dawid nie wierzy w Rzeczywistość. Na 135 stronie mówi: Nie wierzę w Rzeczywistość.
I dlatego „porywa” ukochaną piętnastolatkę?
Książka Żulczyka sprowokowała mnie do pytań, rozmyślań, wątpliwości, zastanawiań.

Ta Niechęć Do Nudnego i Pozbawionego Sensu Dorosłego Życia, ten Brak Ideałów, ta Chęć Wypróbowania Rzeczywistości – to wszystko wywęszyłam u Żulczyka (rocznik 1983), to wszystko jest też w Osiem cztery Nahacza (rocznik 1984), a jednocześnie jest doskonale znajome także mnie (rocznik 1984). Poczęła zżerać mnie ciekawość: podobnie będzie w książkach Drotkiewicz (1981)? Dzido (1981)? Kogo jeszcze? Czy wszyscy urodzeni w latach osiemdziesiątych przeżywają to samo?
Chyba jesteśmy trochę nudni. I trochę smutni. I – cyniczni.

Ale powieść Żulczyka – ciekawa. Choć, oczywiście, tekst na tylnej stronie okładki to totalna bzdura (a skład lepiej przemilczeć – literówki, gigantyczne spacje i tym podobne katastrofy).

Update:
Na BiblioNETce znalazłam recenzję. Co najmniej dziwną…
Jednakże z drugiej strony potwierdza ona moje przypuszczenia, że Zrób mi jakąś krzywdę… trafi przede wszystkim do mniej więcej rówieśników autora, a innych – po prostu nie obejdzie.